sobota, 2 lipca 2016

R 18

* Sophie *
Czemu moje życie jest takie, takie bez sensu. Nic nie idzie po mojej myśli. Każdy pewnie miał problem z którym nie mógł sobie poradzić. Przez własną głupotę mogę stracić matkę, osobę ktora mnie wychowała. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Strasznie się o nią martwię. Jeśli ona nie przeżyje. Tata sie zalamie a ja razem z nim. Nie możemy jej stracić, za dużo dla nas znaczy mimo wszystkich kłótni zawsze będziemy ją kochać. Siedząc na jednej z ławek obok OIOM'U zdaje sobie sprawę jak bardzo nie widziałam cierpnia mojej mamy. Swoją wrażliwość ukrywała pod maską alkoholu, złości i bezinteresownosci. Taka głupia byłam, wszystko robiła na pokaz, chciała pokazać jaka jest silna, niezależna. To wszystko doprowadziło do tego miejsca. Ściany szpitali slyszaly najwięcej modlitw. Teraz ona się liczy. Czas naprawić moją rodzinę..
Z tego co wiem mama przedawkowala, najbliższe 24h będą decydujące. Ale wierzę ze da radę, musi dac dla mnie i taty. Będziemy ja wspierać, zabierzemy do Hiszpanii, do Barcelony gdzie zaczniemy nowy rozdział naszego wspólnego życia. Ojciec strasznie się niecierpliwi, lekarze nie pozwalają mu zobaczyć " żony ". Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Łzy spływają po jego policzkach. Oczy ma czerwone od płaczu. Widać ze wiele dla niego znaczy, darzy ją nieograniczona miłością. Tak samo jak i ja. Musze wytrzymać deszcz żeby w końcu zobaczyć tęczę...  Mężczyzna w białym fartuchu podchodzi mojego taty i klepie po rammieniu...


* Ayra *
Nigdy więcej opalania! Jestem strasznie czerwona, skórka mnie tak szczypie i swedzi no po prostu cudownie. Przeglądając się w lustrze doszłam do wniosku ze wygladam jak chodzący buraczek. Krece głowa z niezadowolenia. Każdy nawet delikatny ruch przyprawia mnie o ból. Idź się opalic mówili będzie fajnie mówili.
Po długim szukaniu w końcu odnajduje krem. Jakie wybawienie. Cieszę się normalnie jak Reksio z szynki. Delikatnie go nakladam. Zimny dreszcz rozchodzi się po moim ciele. Przymykam oczy z rozkoszy. Idąc do kuchni zauważam osobę w kaptyrze wprost patrzaca na moje okno....


******************
Hejo :D
Jak tam wakacje? Bo mnie nawet Oki, tylko troszku gorąco :(
Co sądzicie? Zmienić coś?
Miłego czytania!! 😻😻😻

wtorek, 9 lutego 2016

R17

* Ayra *
Z moich włosów wyjmuje śliczną małą biedronkę. Kamień spadł mi z serca. Nie chciałam i jak na razie nie chcę się z nim całować. Ledwo go znam, aż jeden dzień, na prawdę dużooo. Nie zdobędzie mnie tak łatwo.
Słyszę jakiś dźwięk, jakby dzwonek od telefonu. To na pewno nie mój, lepszy mam sygnał hehe.
- chyba to Twój telefon?
Wkłada dłoń do kieszeni od marynarki.
- rzeczywiście
Naciska czerwoną słuchawkę i chowa przedmiot
- czemu nie odebrałeś?
- to nikt ważny
Jasne, mhm. Nie wierzę mu za grosz. Znam typ facetów takich jak on. Pierw że to nic ważnego a później okazuje się że ma narzeczoną i dziecko w drodze. Szczerze nie chcę budować szczęścia na czyimś nieszczęściu.To takie nie w porządku, nawet nigdy bym tak nie postąpiła w stosunku do mojego wroga. Jakoś bym to przeżyła. Mam Sophie, Ollego, Willa.
- nie wierzysz mi prawda?
- czemu tak sądzisz?
- twoje oczy Cię zdradziły
- weź nie żartuj okej?
 - no serio nie kłamie, nie żartuje - obejmuje mnie ramieniem
Czuję coś dziwnego, nie mam zamiaru zdjąć jego ręki, myślę że w jego towarzystwie zawsze będę bezpieczna. Dochodzimy do zatłoczonej ulicy. Chłodny podmuch wiatru, uwielbiam to. W tedy moje włosy rozchodzą się na wszystkie strony. Sop zrobiła mi przez przypadek takie zdjęcie i ślicznie wyszło. Każdy myślał że sucharki albo wiatraka używałam. Ciepły klimat nagle stał się troszkę zimnym. O tej porze w bardzo rzadko się to zdarza. James oczywiście to zauważa i zdejmuje swoją marynarkę którą za chwile ląduje na moich ramionach. Zapach jego perfum nie do opisania, strasznie mi się spodobał.
* 20 minut później *
Jesteśmy już przed moim domem. Piłkarz otwiera drzwi samochodowe. Pomaga mi wysiąść.
- dziękuję Ci za wspaniały wieczór - całuję go delikatnie w okolicach ust i jednocześnie wkładam kartkę z moim numerem telefonu.
- to ja Ci dziękuję
- Dobranoc James
- Dobranoc Ayra
Żegnam go moim jednym z najśliczniejszych uśmiechów i zamyka drzwi. Lekko się o nie oparłam. Zdejmuję szpilki, rzucam je gdzieś w kąt. Wędruję do łazienki, tam pozbywam się wszystkiego, włączam ulubione piosenki i wchodzę do gorącej wody. Po wyjściu z wanny pachnę maliną, Sophie lubi takie pierdółki, jak widać zaraziła mnie tym. Ubieram piżamki i od razu dzwonię do mojej przyjaciółki. Odrzuca moje połączenie, kurczę jak się jej coś stało, przez głowę przechodzą mi najgorsze scenariusze. Dzwonię tak z kilka razy. Will z nim była ostatni raz. Ten podobnie. Strasznie się martwię.


* Sophie *
- Dlaczego mama leży na podłodze?! - zaczynam krzyczeć
Szybko podbiegam, odpycham jej kochanka. Sprawdzam puls. Na szczęście jest.
- Dzwoń na pogotowie słyszysz? - ten stoi jak słup -  dzwoń!!!
Szybko wykonał moje polecenie. Nagle do pokoju wbiega tata.
- co się stało - pyta nieświadomy
Zakrywa usta dłonią, siada obok niej
- kochanie proszę!! - zaczyna płakać.
Za jakieś 10 minut karetka jest na miejscu.
- Możemy jechać z nią
- przepraszam ale za mało miejsca jest.
- jak to za mało miejsca
Tata kłóci się z ratownikiem ale bez rezultatu. Chcę być silna ale słone łzy spływają mi po policzku. Nie mogę jej stracić. Siadam na krawężniku, chowam twarz w dłoniach. Nie dam już rady. To wszystko przeze mnie. Przez mój wybuch złości. Zniszczyłam wszystko. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, obawiam się najgorszego. Ona nie może mnie zostawić, nie może odejść. Zrobię wszystko. Tata siada obok mnie. Przytulam się do niego. Jego koszulka stała się taka mokra. Teraz widzę, brakowało mu mamy, teraz to zrozumiałam. On ją nadal kocha. Żył tyle lat, bez niej beze mnie. Czemu akurat ja? Jednego dnia dowiedziałam że nie jest moją mamą i jednocześnie że mogę ją stracić już na zawsze.
- To wszystko moja wina, gdym się w tedy nie odzywała, siedziała cicho nie byłoby tej sytuacji
- Sophie słońce nawet tak nie mów proszę Cię
Tata wyjmuje telefon i dzwoni po taxi.
*20 minut później*
Szpital jest ogromny. Co jakiś czas przyjeżdżają karetki. Biegniemy w stronę recepcji.


 Witam Państwa!!
Jak tam?
Długo zwlekalam z napisaniem tego rozdziału
Zero weny...
Co sądzicie?